czwartek, 22 grudnia 2016

o nieustannej modlitwie...

czyli zapis z cyklu "dzienniczek lektur"

Tytuł: "Opowieści pielgrzyma" (Szczere opowieści pielgrzyma przedstawione jego ojcu duchownemu).
Autor: nieznany

"Panie, Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną!"
W pierwszej opowieści dowiadujemy się, że powyższą modlitwę odmawiał pielgrzym ponad 12 tysięcy razy w ciągu dnia, ćwicząc się w modlitwie nieustannej...

A co najistotniejsze: najważniejsze by się modlić, przede wszystkim modlić się! jak najwięcej modlić się - przy czym sama treść modlitw czy jej doskonałość, prawidłowość są mniej ważne, albowiem "nie wiemy, o co byśmy prosić mieli" (św. Paweł)
Tylko stałość i częstość są pozostawione naszym możliwościom.



"Dobrotolubije" ("Filokalia") - antologia tekstów z zakresu życia duchowego.

wtorek, 13 grudnia 2016

nie ma szans!

nie ma szans na REGULARNE wpisy, bo prawdopodobnie jestem nieogarnięty... szkoda!
będzie więc nieregularnie - coś tak, żeby nie zapomnieć, coś na kształt dzienniczka lektur czy zapis gwałtowniejszych wzruszeń...
szkoda, że jak mam nastrój całkowicie skopany (ostatnio) to nie mam ochoty notować - to mogłaby być też dobra terapia!

niedziela, 8 maja 2016

A imię jego czterdzieści i cztery...

A imię jego czterdzieści i cztery...

podobno nic nie znaczy ta mickiewiczowska numerologia...

właśnie kończę 44 lata... kończę już kończyć...
czekałem na te urodziny...
obyty z tym tekstem z Dziadów od dziecka, oczekiwałem jakiegoś przełomu, nowego otwarcia...
oczywiście nie zaobserwowałem jakiegoś spektakularnego wydarzenia...hm.. najdonioślejsze chwile zazwyczaj przychodzą dyskretnie... albo znaki, których nie czytamy... dokładna data historycznych przełomów jest trudna do określenia...
zobaczymy zatem z perspektywy odleglejszej...
dzisiaj miałem zacząć terapię doskonalącą... niestety mój terapeuta zapomniał o wyznaczonym terminie... mogłoby to być początkiem przełomu - precyzyjna data byłaby określona...
...jest zatem nadzieja (wszak daty tej nie da się tak dokładnie określić)!

zmiany przywar - dieta

Ten kaszankę, ów salceson, a ja tylko świńskie ciało,
A że było trochę tłuste, więc po brodzie mi kapało
...

nawet się nie spostrzegłem a dieta mi ewoluuje.. tak niechcący nawet... otóż w ciągu pół roku schudłem ponad 20kg, bez większego wysiłku... ale szkoda mi teraz tego wysiłku organizmu zmarnować i trzymam się diety lekkostrawnej...

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

logoterapia

logoterapia - wujek gugl poprawia i wyszukuje: dogoterapia... (jeszcze to irytujące pytanie: czy chodziło ci o dogoterapia??... nie, kurwa! logo...logoterapia... i całą terapię szlag trafił...)

wydaje mi się, że jestem coraz bliżej rozwiązania - już niedługo coś się urodzi... albo minie...
problem zostanie przeczekany, rozwałkowany przez walec czasu... (walcowa teoria czasu!...)
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                          
logoterapio - gdybym tylko pojął znaczenie tego logoterapeutycznego imperatywu:
"żyj tak, jakbyś żył po raz drugi, i tak, jakbyś za pierwszym razem postąpił równie niewłaściwie, jak zamierzasz postąpić teraz".

a propos dogoterapii... może to był komunikat dla mnie, wiadomość?
od kilku tygodni rozglądamy się bowiem za pieskiem...

czwartek, 14 kwietnia 2016

mężczyzna nie choruje - mężczyzna walczy o życie...:)

tak więc walczę o życie od roku prawie...
jestem całkowicie nieostry... (efekt nieostrości pojawił się wcześniej u naszego Przodka  -  Woody'ego Allena w "Przejrzeć Harry'ego"...nie wymyślono go w reklamie rutinoscorbinu!!!)

jestem zdekonstruowany...
jestem rozmontowany...
...rozbity...
...zmęczony... (jak Bancini w "Locie nad kukułczym gniazdem")

niedziela, 3 kwietnia 2016

o tym jak zostałem aktorem...



proszę sobie wyobrazić, że zostałem aktorem - dostałem role (dwie!) całkowicie bez wysiłku, bez przesłuchań, więcej - wbrew swojej woli nawet!

role są bardzo wymagające - komediowe - teraz jestem typowym klaunem...
rozśmieszyć mam innych pokątnie wycierając łzę mankietem...

gram w kabarecie, w dwóch skeczach... kabaret jest oczywiście amatorski, ale twórca i reżyser jest PRAWDZIWYM twórcą i reżyserem, profesjonalnym, znanym z ogólnopolskich a nawet światowych anten artystą...
...tak sobie pomyślałem, że ogrzeję się w światłach i reflektorach skierowanych na gwiazdę...

...trenuję też tai chi i wybieram się do Chin - wynika z tego, że wynurzam się z otchłani, w której tkwiłem przez ostatni co najmniej rok...

...zobaczymy, czy wystarczy powalczyć by wyzdrowieć... pojawiają się cele a to wydaje się najważniejsze...

czwartek, 17 marca 2016

larum grają!

trzeba się zatem ratować - rzuciłem sobie koła ratunkowe... żeby tylko nie poszły na dno...

po piętnastu latach wróciłem na treningi tai chi... trochę nieswojo... sala gimnastyczna to przestrzeń, w której nie czuję się bezpiecznie... onieśmiela...
przecież z daleka widać, że przez piętnaście lat nie zrobiłem ani jednego zbędnego ruchu...
sylwetka mi się sponiewierała...
ech...
czuję mimo wszystko smak zwycięstwa - w moim stanie stawić się na sali gimnastycznej to wyczyn godny... jeszcze parę tygodni temu nie wierzyłem w swoją przyszłość!

środa, 16 marca 2016

powaga


dotarła do mnie powaga sytuacji - mój organizm zwrócił się przeciwko sobie!
mam całą listę chorób autoimmunologicznych...
autoimmunologicznych

http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/uklad-odpornosciowy/choroby-autoimmunologiczne-gdy-atakuje-nas-uklad-immunologiczny_34959.html
chorób autoimmunologicznych

http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/uklad-odpornosciowy/choroby-autoimmunologiczne-gdy-atakuje-nas-uklad-immunologiczny_34959.html
chorób autoimmunologicznych

http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/uklad-odpornosciowy/choroby-autoimmunologiczne-gdy-atakuje-nas-uklad-immunologiczny_34959.html

poniedziałek, 14 marca 2016

sub specie aeternitatis...

...z punktu widzenia wieczności (Spinoza)

umiemy żyć tylko wtedy, gdy patrzymy w przyszłość - to specyfika ludzkiej egzystencji...
w chwili utraty odwagi i nadziei... skazani jesteśmy... przeczuwam kłopoty!

pojawiająca się w wyniku ekstremalnych warunków życia lub choroby (depresji!) utrata wiary w przyszłość katastrofalnie wpływa na odporność organizmu... wszystkie możliwe czy przyczajone infekcje atakują  z podwójną siłą... bardzo często prowadząc do finiszu... (łacińskie finis tłumaczy się jako koniec, granica, śmierć... ale również CEL)...
umiera się wtedy na zapalenie płuc... ale tak naprawdę w wyniku utraty wiary w przyszłość...

gdy egzystencja nabiera cech tymczasowości (charakterystyczne dla więźniów, bezrobotnych, chorych...) występują:
zaburzenia poczucia czasu (tydzień jest krótszy niż dzień)...
pogrążenie w retrospektywnych rozważaniach...
odrealnienie teraźniejszości...

...instynktowne wyznaczanie sobie kolejnych małych celów jest ostatnią deską ratunku dla organizmu...

...

...

... a tak sobie myślę, że w takim wypadku wiara (głęboka!) w życie wieczne byłaby rozwiązaniem WSZYSTKICH! problemów świata doczesnego!





* powyższe: moja praca z tekstem wyczytanym... u Frankla (wszelkie podobieństwo do osób i wydarzeń jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone)...

piątek, 4 marca 2016

wyłącznik tatusia...

dzisiaj usunąłem Guza...
za dwa tygodnie będziemy wiedzieli czy to jest (był) aktor pierwszo czy drugoplanowy...czy statysta..
moje dzieci zaobserwowały Guza już dawno, lecz całkiem niedawno zaczęły go obgadywać...
 - Tatusiu co to jest?
 - To wyłącznik - odpowiadam - Jeśli tu naciśniesz to wyłączysz tatusia, a gdy naciśniesz jeszcze raz to tatuś się włączy.
Mojej młodszej córci robią się ogromne oczy. Przygląda mi się intensywnie, ale nie ma odwagi wypróbowania mechanizmu sterującego tatusiem. Starsza, cwana, z uśmieszkiem (nie uśmiechem!) naciska. W tym momencie padam bezwładnie na łóżko. Natychmiast rzucają się obydwie aby włączyć tatusia. Naciskają i tatuś otwiera oczy. Pełnia szczęścia - wszyscy śmiejemy się i podskakujemy z radości. Działa, działa, działa...
Będą niepocieszone, że już nie będzie guzika dezaktywującego tatusia.

...skoro już nie można mnie wyłączyć to...???



poniedziałek, 22 lutego 2016

tak naprawdę to jeszcze nie cierpiałem...

tak naprawdę to jeszcze nie cierpiałem...
odkąd pamiętam towarzyszy mi jednak ból... egzystencjalny...a często fizyczny o różnym natężeniu...
zawsze byłem ciekawy jak można zmierzyć natężenie bólu - choć istnieje wiele skali mierzenia bólu...  zmierzenie subiektywnego odczuwania cierpienia jest niestety niemożliwe...
pozostaje jedynie różnorakie uśmierzanie bólu i poszukiwanie jego sensu...

'Tylko jednego się obawiam: że nie okażę się godny swojego cierpienia". (F. Dostojewski)

jak pisze Frankl:
'skoro życie jako takie ma jakikolwiek sens, wówczas musi mieć go również cierpienie'... i śmierć jako składowe ludzkiej egzystencji...
...
...
...
...
wiem, że zwiększyłbym liczbę wiernych czytelników, trzymając się chronologii, dozując wprawnie środki stylistyczne i stopniując napięcie...
ale...
'Estetyczne satysfakcje odbiorcy coraz rzadziej motywują twórców'... informuje wikipedia...

a i przecież w tym pisaniu nie celebrytowanie jest priorytetem... (?)

niedziela, 21 lutego 2016

obiad z języczkiem

powróciłem do dawnej pasji, do gotowania...
to bardzo dobry objaw terapeutyczny - tak sądzę...
po wstępnej diagnozie, w czerwcu ubiegłego roku, przestałem malować i gotować właśnie...
(...)

nowy sezon kulinarny rozpoczynają OZORKI - co jakiś czas zabieram się za przyrządzanie dań rzadkich (w sensie występowania ich w codziennym menu) i nieco kontrowersyjnych - w ramach eksperymentów czy też zmierzenia się z tematem...
przerabialiśmy już flaczki i inne podroby... mątwy czy inne gęsi...

smakosz ozorków się ubawi, ale jeśli ktoś nie umie trzymać języka w gębie... to jest wyzwanie!
tak więc postanowiłem zrobić fałszywą zupę żółwiową czyli ozorkową po staropolsku...
ale jak zwykle jedna z moich przywar
wzięła górę i zmarnowałem wywar,
dodając doń zmiksowane warzywa.... no szkoda mi było warzyw z wywaru wyrzucić...
teraz będę chyba musiał zupę wyrzucić,...
bo nie ma ona nic wspólnego z fałszywą (a tym bardziej z prawdziwą) zupą żółwiową...

do malowania nie powracam - w ogóle przestałem się sztuką interesować (?)

czwartek, 18 lutego 2016

The Final Cut ...2016

po co się pisze bloga? aby uporządkować myśli, zanotować przebłyski geniuszu, w celach autoterapeutycznych?... hm?
a może nadzieja nas rozpiera, że nastolatki będą śledzić z wypiekami każde słowo...
wg definicji jestem autorem 'internetowego pamiętnika', 'dziennika sieciowego, przedstawiającego mój światopogląd'...
tylko po co?   ?    ?                                                                            ?
może dla potomnych...?
chcę ułatwić zadanie potencjalnemu biografowi?
(dlaczego jednak z zawodem stwierdzam dnia każdego,
że nikt nie dodał jeszcze komentarza pochlebnego)... ?    ?

skoro już pojawił się 'potencjalny biograf' to znak, że zmierzam pokrętnie do tytułu dzisiejszego wpisu...
tytuł płyty zespołu Pink Floyd z 1983 roku...?
wracam do chwil istotnych a dawnych - dni pojawiającej się świadomości własnej przygodności...
[mam taką już manierkę, że zdania tworzę kwieciste a niezrozumiałe - o tyle to jest niebezpieczne, że sam zapomnę za jakiś czas znaczenia tego co napisałem...]
coraz częściej wracam do swojej przeszłości - nie chcę analizować zbyt wnikliwie o czym świadczą owe natrętne powroty...
postanowiłem w wieku lat 16, że polubię muzykę zespołu Pink Floyd - i tak też się stało!
w chwili the final cut moją jaźń oplotą sznury znaków zapytania...

?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?   ?

poniedziałek, 15 lutego 2016

pięta Leszka

gdy byłem niemowlęciem mama kąpała mnie w jeziorze nazywanym przez turystów 'Coward Lake'... trzymała mnie przy tym za piętę!

niedziela, 14 lutego 2016

auto-ryt-et

autor tytułu poprzedniego posta  - doktor Viktor E. Frankl - badał sprawę sensu życia w warunkach ekstremalnych... podobnych warunków doświadczają w dzisiejszych czasach osoby cierpiące na chorobę zagrażającą życiu (gdy są cały czas świadome przygodności egzystencji)...

podobno żyjemy w czasach kryzysu autorytetów... AUTORYTET NA KAŻDĄ KIESZEŃ poszukiwany(?)

a ja mam wiele takich osób, które do mnie przemawiają swoim życiem czy słowem - i nie są to osoby z pierwszych stron gazet...
skoro 'coraz dłuższy rzucam cień' czas najwyższy po-poszukiwać sensu... z pomocą autorytetów prywatnych!

czy jest coś, co jest wartością najprawdziwszą na tym świecie? ...wydaje się, że nawet w sytuacji gdy wszystko zostanie nam odebrane pozostaje nam... bogactwo głębi naszego wnętrza...


Nie możemy swojego życia ani przedłużyć, ani poszerzyć – możemy je jedynie pogłębić. (F. Krenzer).

jedną ze składowych naszej głębi jest Miłość - to stwierdzenie to owoc dzisiejszego dnia (wczorajszego już od 6 minut)

czwartek, 11 lutego 2016

człowiek w poszukiwaniu sensu

jak w tytule (opowieści Frankla) muszę sobie coś uporządkować! jeżeli coś się ułoży w opowieść, staje się to składne, logiczne i uporządkowane... chyba, że opowiadający ma zbyt figlujący tok rozumowania...

nie czuję się najlepiej...  jestem w takim czasie przełomowym... skończę (?) za trzy miesiące 44 lata...
karta informacyjna ze szpitala na pierwszej stronie wymienia długą listę dolegliwości...

wszystko to jednak należy sprawdzić... terminarz mam zajęty wiele tygodni w przyszłość:
endokrynolog, dermatolog, psychiatra, okulista, onkolog, gastroenterolog, neurolog, stomatolog...

kompleksowy przegląd gwarancyjny - tak czuję, że do 44 roku jestem na gwarancji... potem już za wszystko trzeba będzie płacić... nie ustaję więc w wysiłkach by zdążyć... odnaleźć ten sens przed 9 maja...

BO 'ten, kto wie, dlaczego żyje, nie troszczy się o to, jak żyje' Nietzsche