tak naprawdę to jeszcze nie cierpiałem...
odkąd pamiętam towarzyszy mi jednak ból... egzystencjalny...a często fizyczny o różnym natężeniu...
zawsze byłem ciekawy jak można zmierzyć natężenie bólu - choć istnieje wiele skali mierzenia bólu... zmierzenie subiektywnego odczuwania cierpienia jest niestety niemożliwe...
pozostaje jedynie różnorakie uśmierzanie bólu i poszukiwanie jego sensu...
'Tylko jednego się obawiam: że nie okażę się godny swojego cierpienia". (F. Dostojewski)
jak pisze Frankl:
'skoro życie jako takie ma jakikolwiek sens, wówczas musi mieć go również cierpienie'... i śmierć jako składowe ludzkiej egzystencji...
...
...
...
...
wiem, że zwiększyłbym liczbę wiernych czytelników, trzymając się chronologii, dozując wprawnie środki stylistyczne i stopniując napięcie...
ale...
'Estetyczne satysfakcje odbiorcy coraz rzadziej motywują twórców'... informuje wikipedia...
a i przecież w tym pisaniu nie celebrytowanie jest priorytetem... (?)
poniedziałek, 22 lutego 2016
niedziela, 21 lutego 2016
obiad z języczkiem
powróciłem do dawnej pasji, do gotowania...
to bardzo dobry objaw terapeutyczny - tak sądzę...
po wstępnej diagnozie, w czerwcu ubiegłego roku, przestałem malować i gotować właśnie...
(...)
nowy sezon kulinarny rozpoczynają OZORKI - co jakiś czas zabieram się za przyrządzanie dań rzadkich (w sensie występowania ich w codziennym menu) i nieco kontrowersyjnych - w ramach eksperymentów czy też zmierzenia się z tematem...
przerabialiśmy już flaczki i inne podroby... mątwy czy inne gęsi...
smakosz ozorków się ubawi, ale jeśli ktoś nie umie trzymać języka w gębie... to jest wyzwanie!
tak więc postanowiłem zrobić fałszywą zupę żółwiową czyli ozorkową po staropolsku...
ale jak zwykle jedna z moich przywar
wzięła górę i zmarnowałem wywar,
dodając doń zmiksowane warzywa.... no szkoda mi było warzyw z wywaru wyrzucić...
teraz będę chyba musiał zupę wyrzucić,...
bo nie ma ona nic wspólnego z fałszywą (a tym bardziej z prawdziwą) zupą żółwiową...
do malowania nie powracam - w ogóle przestałem się sztuką interesować (?)
to bardzo dobry objaw terapeutyczny - tak sądzę...
po wstępnej diagnozie, w czerwcu ubiegłego roku, przestałem malować i gotować właśnie...
(...)
nowy sezon kulinarny rozpoczynają OZORKI - co jakiś czas zabieram się za przyrządzanie dań rzadkich (w sensie występowania ich w codziennym menu) i nieco kontrowersyjnych - w ramach eksperymentów czy też zmierzenia się z tematem...
przerabialiśmy już flaczki i inne podroby... mątwy czy inne gęsi...
smakosz ozorków się ubawi, ale jeśli ktoś nie umie trzymać języka w gębie... to jest wyzwanie!
tak więc postanowiłem zrobić fałszywą zupę żółwiową czyli ozorkową po staropolsku...
ale jak zwykle jedna z moich przywar
wzięła górę i zmarnowałem wywar,
dodając doń zmiksowane warzywa.... no szkoda mi było warzyw z wywaru wyrzucić...
teraz będę chyba musiał zupę wyrzucić,...
bo nie ma ona nic wspólnego z fałszywą (a tym bardziej z prawdziwą) zupą żółwiową...
do malowania nie powracam - w ogóle przestałem się sztuką interesować (?)
czwartek, 18 lutego 2016
The Final Cut ...2016
po co się pisze bloga? aby uporządkować myśli, zanotować przebłyski geniuszu, w celach autoterapeutycznych?... hm?
a może nadzieja nas rozpiera, że nastolatki będą śledzić z wypiekami każde słowo...
wg definicji jestem autorem 'internetowego pamiętnika', 'dziennika sieciowego, przedstawiającego mój światopogląd'...
tylko po co? ? ? ?
może dla potomnych...?
chcę ułatwić zadanie potencjalnemu biografowi?
(dlaczego jednak z zawodem stwierdzam dnia każdego,
że nikt nie dodał jeszcze komentarza pochlebnego)... ? ?
skoro już pojawił się 'potencjalny biograf' to znak, że zmierzam pokrętnie do tytułu dzisiejszego wpisu...
tytuł płyty zespołu Pink Floyd z 1983 roku...?
wracam do chwil istotnych a dawnych - dni pojawiającej się świadomości własnej przygodności...
[mam taką już manierkę, że zdania tworzę kwieciste a niezrozumiałe - o tyle to jest niebezpieczne, że sam zapomnę za jakiś czas znaczenia tego co napisałem...]
coraz częściej wracam do swojej przeszłości - nie chcę analizować zbyt wnikliwie o czym świadczą owe natrętne powroty...
postanowiłem w wieku lat 16, że polubię muzykę zespołu Pink Floyd - i tak też się stało!
w chwili the final cut moją jaźń oplotą sznury znaków zapytania...
? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ?
a może nadzieja nas rozpiera, że nastolatki będą śledzić z wypiekami każde słowo...
wg definicji jestem autorem 'internetowego pamiętnika', 'dziennika sieciowego, przedstawiającego mój światopogląd'...
tylko po co? ? ? ?
może dla potomnych...?
chcę ułatwić zadanie potencjalnemu biografowi?
(dlaczego jednak z zawodem stwierdzam dnia każdego,
że nikt nie dodał jeszcze komentarza pochlebnego)... ? ?
skoro już pojawił się 'potencjalny biograf' to znak, że zmierzam pokrętnie do tytułu dzisiejszego wpisu...
tytuł płyty zespołu Pink Floyd z 1983 roku...?
wracam do chwil istotnych a dawnych - dni pojawiającej się świadomości własnej przygodności...
[mam taką już manierkę, że zdania tworzę kwieciste a niezrozumiałe - o tyle to jest niebezpieczne, że sam zapomnę za jakiś czas znaczenia tego co napisałem...]
coraz częściej wracam do swojej przeszłości - nie chcę analizować zbyt wnikliwie o czym świadczą owe natrętne powroty...
postanowiłem w wieku lat 16, że polubię muzykę zespołu Pink Floyd - i tak też się stało!
w chwili the final cut moją jaźń oplotą sznury znaków zapytania...
? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ? ?
poniedziałek, 15 lutego 2016
pięta Leszka
gdy byłem niemowlęciem mama kąpała mnie w jeziorze nazywanym przez turystów 'Coward Lake'... trzymała mnie przy tym za piętę!
niedziela, 14 lutego 2016
auto-ryt-et
autor tytułu poprzedniego posta - doktor Viktor E. Frankl - badał sprawę sensu życia w warunkach ekstremalnych... podobnych warunków doświadczają w dzisiejszych czasach osoby cierpiące na chorobę zagrażającą życiu (gdy są cały czas świadome przygodności egzystencji)...
podobno żyjemy w czasach kryzysu autorytetów... AUTORYTET NA KAŻDĄ KIESZEŃ poszukiwany(?)
a ja mam wiele takich osób, które do mnie przemawiają swoim życiem czy słowem - i nie są to osoby z pierwszych stron gazet...
skoro 'coraz dłuższy rzucam cień' czas najwyższy po-poszukiwać sensu... z pomocą autorytetów prywatnych!
czy jest coś, co jest wartością najprawdziwszą na tym świecie? ...wydaje się, że nawet w sytuacji gdy wszystko zostanie nam odebrane pozostaje nam... bogactwo głębi naszego wnętrza...
Nie możemy swojego życia ani przedłużyć, ani poszerzyć – możemy je jedynie pogłębić. (F. Krenzer).
jedną ze składowych naszej głębi jest Miłość - to stwierdzenie to owoc dzisiejszego dnia (wczorajszego już od 6 minut)
podobno żyjemy w czasach kryzysu autorytetów... AUTORYTET NA KAŻDĄ KIESZEŃ poszukiwany(?)
a ja mam wiele takich osób, które do mnie przemawiają swoim życiem czy słowem - i nie są to osoby z pierwszych stron gazet...
skoro 'coraz dłuższy rzucam cień' czas najwyższy po-poszukiwać sensu... z pomocą autorytetów prywatnych!
czy jest coś, co jest wartością najprawdziwszą na tym świecie? ...wydaje się, że nawet w sytuacji gdy wszystko zostanie nam odebrane pozostaje nam... bogactwo głębi naszego wnętrza...
Nie możemy swojego życia ani przedłużyć, ani poszerzyć – możemy je jedynie pogłębić. (F. Krenzer).
jedną ze składowych naszej głębi jest Miłość - to stwierdzenie to owoc dzisiejszego dnia (wczorajszego już od 6 minut)
czwartek, 11 lutego 2016
człowiek w poszukiwaniu sensu
jak w tytule (opowieści Frankla) muszę sobie coś uporządkować! jeżeli coś się ułoży w opowieść, staje się to składne, logiczne i uporządkowane... chyba, że opowiadający ma zbyt figlujący tok rozumowania...
nie czuję się najlepiej... jestem w takim czasie przełomowym... skończę (?) za trzy miesiące 44 lata...
karta informacyjna ze szpitala na pierwszej stronie wymienia długą listę dolegliwości...
wszystko to jednak należy sprawdzić... terminarz mam zajęty wiele tygodni w przyszłość:
endokrynolog, dermatolog, psychiatra, okulista, onkolog, gastroenterolog, neurolog, stomatolog...
kompleksowy przegląd gwarancyjny - tak czuję, że do 44 roku jestem na gwarancji... potem już za wszystko trzeba będzie płacić... nie ustaję więc w wysiłkach by zdążyć... odnaleźć ten sens przed 9 maja...
BO 'ten, kto wie, dlaczego żyje, nie troszczy się o to, jak żyje' Nietzsche
nie czuję się najlepiej... jestem w takim czasie przełomowym... skończę (?) za trzy miesiące 44 lata...
karta informacyjna ze szpitala na pierwszej stronie wymienia długą listę dolegliwości...
wszystko to jednak należy sprawdzić... terminarz mam zajęty wiele tygodni w przyszłość:
endokrynolog, dermatolog, psychiatra, okulista, onkolog, gastroenterolog, neurolog, stomatolog...
kompleksowy przegląd gwarancyjny - tak czuję, że do 44 roku jestem na gwarancji... potem już za wszystko trzeba będzie płacić... nie ustaję więc w wysiłkach by zdążyć... odnaleźć ten sens przed 9 maja...
BO 'ten, kto wie, dlaczego żyje, nie troszczy się o to, jak żyje' Nietzsche
Subskrybuj:
Posty (Atom)