sobota, 4 stycznia 2025
Dlaczego nie jeden do jednego?
Tak się złożyło nieprzypadkowo, że przeczytałem książkę... pt. "Carol" Patricii Highsmith, słuchając muzyki Eugène Ysaÿe'ego. W muzyce było dużo wolnego miejsca, była dobrze napowietrzona i w książce były luki. Początkowo mi to przeszkadzało. Postacie powieści zbudowane niedbale, bez opisu, kontekst niejasny. Akcja się rwie, scenariusz pokraczny. I te ciągłe niedomówienia... Prawie nie ma na czym budować fabuły... Czasami ciężko się czytało. Wszystkie te trudności złożyłem na karb młodości autorki. Ale nie! Patricia jest po prostu niedoceniona. Do dzisiaj, już kilka książek dalej, nie mogę zapomnieć o Carol. Jednocześnie widzę ją wyraźnie, choć nie pamiętam bym czytał opis jej wyglądu. Potrafię odtworzyć jej "przygody" dokładnie a akcja toczyła się płynnie, zdaje się... Wspominam z czułością.
Później usłyszałem w radio wywiad z Tomaszem Bagińskim. Powiedział on, że z perspektywy czasu widzi wiele niedociągnięć w swojej animacji pt. "Katedra". Zrobiłby to teraz nieco inaczej i na pewno staranniej, dokładniej... Przyznał jednocześnie, że te niedociągnięcia nadają filmowi pewien charakter, że go wzbogacają.
Wszystko wykończone idealnie? (już samo słowo "wykończone").
Zostawcie trochę miejsca na wyobraźnię.
Hiperrealizm, no thank's.
czwartek, 2 stycznia 2025
dopiero w pięćdziesiątym drugim roku
zaprzyjaźniłem się z tym nieco otyłym i niezbyt sympatycznym Belgiem
jego mieniące się blaskiem wnętrze
obnażone
wypatroszone
nadtrawione
wystawione na warunki atmosferyczne
na widoki publiczne
wydaliło w odruchu obronnym
jak kałamarnica kałamarz
sonaty skrzypcowe
na skrzypce solo!
i zagrała muzyka pełna przestrzeni i ciszy
dobrze napowietrzona
niespieszna
niespieszna jak on
sprawiający wrażenie opanowanego
ogromnego mastodonta
który z niebywałą cierpliwością posklejał
te wszystkie rozbiegające się
niesforne dźwięki
elementy
jak główka zapałki
gąbka w kąpieli
ostrza skalpeli
tylko konieczne
precyzyjne cięcia
żyletki
pęcherzyki cięte
może to jest renowacja zużytej powierzchni
może usuwanie niepotrzebnych narośli czasu
usuwanie skamieniałości ducha
może regeneracja jakiejś kopuły
żeby
deszcz nie
a czas
tak
przecież wystarczy delikatny masaż lub powtórne łamanie kości
...
sonata numer pięć jest nieco durowa
hm
frywolna
jakby Eugeniuszowi ukazała się naga kostka lewej nogi baronowej Long
cały jego święty spokój szlag trafił
zaczął podrygiwać rytmicznie
wpadł w drżenie
wprawiając ten wielki organizm w jakiś rustykalny taniec
miażdżąca siła seksualnego podniecenia
tworzy dzieła wielkie lecz gwałtowne
na szczęscie wraca
do sonat molowych
przyleciał
cichą nocą się skrada
jakby delikatnie zamykał drzwi
otworzone przez pomyłkę
mamrocząc przeprosiny
ze świadomością że tego się już nie da od zobaczyć
patrzy
baronowa Long odsłuchuje
nie uchem
gdzieś w głębi siebie czuje każdy ruch smyczka
lubieżnie
delikatnym podrażnieniem
muśnięciem
raz słabszym a raz zbyt mocnym
jednak wie że musi więcej
częściej
żeby każdy dźwięk wnikał dokładnie tam gdzie jego miejsce
i był dla niej łaskaw...
…
rysa na szkle
lipstick on the glass
nerwy jak postronki
elastan 2%
gdy swędzi oko
widelcem po zębach
uporczywe łaskotanie
przyjemne
tuż przy granicy bólu
tuż za granicą rozkoszy
w nieograniczonej przestrzeni
o wszystkim co żywe
o wszystkim co jest
i było
i będzie
i być może
a bociany odleciały
przyleciały
odleciały
odleciały
...
Subskrybuj:
Posty (Atom)