czwartek, 2 stycznia 2025

sonaty Ysaye'a




dopiero w pięćdziesiątym drugim roku

zaprzyjaźniłem się z tym nieco otyłym i niezbyt sympatycznym Belgiem

jego mieniące się blaskiem wnętrze

obnażone

wypatroszone

nadtrawione

wystawione na warunki atmosferyczne

na widoki publiczne

wydaliło w odruchu obronnym

jak kałamarnica kałamarz

sonaty skrzypcowe

na skrzypce solo!

i zagrała muzyka pełna przestrzeni i ciszy

dobrze napowietrzona

niespieszna

niespieszna jak on

sprawiający wrażenie opanowanego

ogromnego mastodonta

który z niebywałą cierpliwością posklejał

te wszystkie rozbiegające się

niesforne dźwięki

elementy

jak główka zapałki

gąbka w kąpieli

ostrza skalpeli

tylko konieczne

precyzyjne cięcia

żyletki

pęcherzyki cięte

może to jest renowacja zużytej powierzchni

może usuwanie niepotrzebnych narośli czasu

usuwanie skamieniałości ducha

może regeneracja jakiejś kopuły

żeby

deszcz nie

a czas

tak

przecież wystarczy delikatny masaż lub powtórne łamanie kości

...

sonata numer pięć jest nieco durowa

hm

frywolna

jakby Eugeniuszowi ukazała się naga kostka lewej nogi baronowej Long

cały jego święty spokój szlag trafił

zaczął podrygiwać rytmicznie

wpadł w drżenie

wprawiając ten wielki organizm w jakiś rustykalny taniec

miażdżąca siła seksualnego podniecenia

tworzy dzieła wielkie lecz gwałtowne

na szczęscie wraca

do sonat molowych

przyleciał

cichą nocą się skrada

jakby delikatnie zamykał drzwi

otworzone przez pomyłkę

mamrocząc przeprosiny

ze świadomością że tego się już nie da od zobaczyć

patrzy

baronowa Long odsłuchuje

nie uchem

gdzieś w głębi siebie czuje każdy ruch smyczka

lubieżnie

delikatnym podrażnieniem

muśnięciem

raz słabszym a raz zbyt mocnym

jednak wie że musi więcej

częściej

żeby każdy dźwięk wnikał dokładnie tam gdzie jego miejsce

i był dla niej łaskaw...



rysa na szkle

lipstick on the glass

nerwy jak postronki

elastan 2%

gdy swędzi oko

widelcem po zębach

uporczywe łaskotanie

przyjemne

tuż przy granicy bólu

tuż za granicą rozkoszy

w nieograniczonej przestrzeni

o wszystkim co żywe

o wszystkim co jest

i było

i będzie

i być może

a bociany odleciały

przyleciały

odleciały

odleciały



...










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz